Dywersyfikacja dostaw gazu - cena ryzyka
Skrót tekstu zamieścił tygodnik Wprost z 27 stycznia 2002 roku.
Sytuacja Polski jest dziś zdecydowanie lepsza niż u progu przemian, pod koniec PRL. Wtedy obok wydobycia krajowego kupowaliśmy gaz w ZSRR, nie mając długoterminowych umów, targując się co roku o dostawy oraz ceny i płacąc towarami (w barterze), co pozwalało upłynniać dobra niesprzedawalne za dolary, ale czyniło z nas klienta ZSRR drugiej kategorii. W dodatku wszystkie rurociągi gazowe łączące ZSRR z Zachodem omijały Polskę - biegły przez Czechosłowację. Magazyny gazu (w zbiornikach podziemnych lub w specyficznych geologicznie złożach do których gaz można wpompować i potem go pobierać) dzierżawiliśmy na Ukrainie (wtedy też ZSSR).
U progu przemian dokonano analizy możliwych zmian tego stanu rzeczy. Wydobycie krajowe – najtańsze – zapewniało około trzeciej części dostaw – w przybliżeniu tyle ile wykorzystywały gospodarstwa domowe. Najtańszy import – z przyczyn naturalnych – mógł pochodzić z ZSRR (z Rosji), droższym źródłem – o 20-30% był gaz importowany ze złóż na Morzu Północnym, który można było sprowadzić za pośrednictwem Niemiec albo przez Danię lub Norwegię i Szwecję oraz Bałtyk. W 1990 roku z Niemcami – pomimo długoletniej przyjaźni z NRD – nie łączył nas żaden rurociąg. Jeszcze poważniejszą inwestycją była budowa rurociągu przez Morze Bałtyckie, gdyż pokrycie kosztów jego budowy wymagało odpowiednio dużych dostaw. Zapotrzebowanie na takie dostawy rysowało się w przyszłości odległej o 10-20 lat. Kolejnym kierunkiem mogłyby być dostawy gazu skroplonego przy pomocy specjalnych statków, np. z Algerii, ale ten gaz byłby najdroższy.
Przemiany polityczne zmieniły jedno – zostaliśmy zmuszeni do płacenia Rosji w walucie wymienialnej, co nas kosztowało, ale też przestaliśmy być klientem, na którym oszczędza się ile można, byle sprzedać gaz komukolwiek za dewizy.
Zarysowano wtedy także podstawowe środki poprawy bezpieczeństwa energetycznego. Mieścił się w nich długoterminowy kontrakt z ZSRR (Rosją) powiązany z budowa rurociągu tranzytowego przez Polskę do Niemiec. Dzięki jego realizacji mamy długoterminowy kontrakt, jesteśmy krajem tranzytowym, a nie końcowym - uzyskaliśmy połączenie z Niemcami. Drugim planowanym i realizowanym pociągnięciem była budowa „magazynów” na terenie Polski, trzecim zróżnicowanie źródeł importu. Nie brano pod uwagę sprowadzania gazu skroplonego statkami, natomiast miały być prowadzone negocjacje z dostawcami z Morza Północnego. Było z góry wiadomo, że będzie to najbardziej kosztowny, spośród przyjętych, sposób poprawy bezpieczeństwa.
Obowiązek dywersyfikacji byłby wymogiem stawianym dystrybutorom w Polsce i zwiększałby cenę gazu. Skala obciążeń zależeć będzie od wzrostu zużycia gazu w Polsce, możliwości włączenia się w przedsięwzięcie innych krajów regionu – z podobnych pobudek, gdyż dla nich ten gaz też będzie droższy od rosyjskiego. Negocjacje przeciągały się, nie znamy dokładnie ich wyniku. Jednak – bez względu na relacje Polsko – Rosyjskie i sytuację polityczną wewnątrz Rosji, utrzymywanie jednego źródła importu trzeba uznać za ryzykowne także ze względów technicznych. Nawet przy minimalizacji ryzyka politycznego, trzeba brać pod uwagę katastrofalne awarie, których skutki dla odbiorców – komunalnych i przemysłowych - przerastają kwestię czasowego braku energii. Gaz jest medium „trudniejszym” od wody lub energii elektrycznej. Nie można go po prostu włączać i wyłączać, gdyż powtórne bezpieczne napełnianie lokalnych rurociągów jest kosztownym przedsięwzięciem. W większości gospodarstw domowych ceny gazu są niewielką pozycją w budżecie. Mają jednak duże znaczenie dla tych, którzy ogrzewają gazem mieszkania i domy, co jest warte poparcia z przyczyn ekologicznych. W przemyśle chemicznym gaz ziemny jest ważnym surowcem, często decydującym o kosztach wytwarzania. Tu każdy ruch cen decyduje o konkurencyjności np. producentów niektórych nawozów.
Na szalach leżą więc wartości nieporównywalne – ogólne koszty gospodarstw domowych i przedsiębiorstw oraz konkurencyjność niektórych producentów - na przeciw rozmaitego rodzaju ryzyka: polityczne, ekonomiczne i techniczne, różnorodne wydarzenia, o prawdopodobieństwie trudnym do oszacowania, ale rodzące wielkie koszty. Oczywiście w dalszej perspektywie dywersyfikacja importu będzie też czynnikiem poprawiającym pozycję negocjacyjną odbiorcy względem dostawców, chociaż jest to czynnik raczej drugorzędny wobec względnie łatwej możliwości podziału rynku przez dostawców, których jest w świecie niewielu. Raczej nie podejmą oni wojny cenowej.
W miarę wzrostu zużycia gazu w Polsce, koszty dywersyfikacji importu będą coraz mniejsze, za to skutki ewentualnej przerwy w dostawach - coraz bardziej dotkliwe. Dlatego negocjacje i planowanie oraz budowa infrastruktury były i są działaniami potrzebnymi, gdyż konieczne jest wieloletnie wyprzedzenie. Horyzont czasowy i skalę przewidywanej dywersyfikacji można przybliżać analizując rynki i budując prognozy tak, aby ostateczny werdykt, co do początkowej daty uruchomienia alternatywnych dostaw mieścił się w granicach rozsądku.